poniedziałek, 22 kwietnia 2013

eating out



                                      
                                 Mikrokolektyw - Sonar Toy directed by RSH from Culture.pl on Vimeo.

wtorek, 26 marca 2013

Surowe Święta






Powracam. z dobrymi wiadomościami. W związku z tym, że wiosny jak narazie nie ma przerzucamy się wszyscy (tak, Wy też) na dietę Raw. Nowalijki do szczęścia nam są niepotrzebne i zaczynamy jak narazie od surowego buraka. No dobrze, może jednak przesadzam. Przedstawiam dziś zaskakujący jak dla mnie przepis na buraka, może być to burak na święta, przed świętami i po świętach też, smakuję nieźle mimo że surowy a może dlatego właśnie że surowy. Chłopcom dałem spróbować. Spróbowali, bez zachwytu, jak narazie w zachwycie pozostaję sam a może ktoś z Was też spróbuje...W związku, że wszystko czego użyjecie do tego przepisu powinno pozostać surowe użyjcie moi drodzy warzywek takich no dobrych, odważe się powiedzieć (podobno to już passe) ekologicznych szczególnie szarpnijcie się kochani na ekologiczną pomarańczę bo ucieramy skórkę a skórka wiadomo pryskana....Trzymajcie się!

Burak surowy:

2 buraki surowe obrane strate
1 jabłko obrane starte
3/4 szklanka orzechów włoskich prażonych
2 łyżki miodu wilokwiatowego
1 pomarańcz (a?) ekologiczna - utarta skórka + dwie łyżki soku
1/2 szklanka moreli suszonych świeżych!! bez siarki, posiekanych
troszkę swieżo utartej gałki muszkatołowej
odrobina soli morskiej

Wszystkie składniki dokładnie mieszamy, odstawiamy na pół godziny a potem w zalezności od upodobań robicie z tym co uważacie za słuszne. Ja polecam zjeść.

Żeby nie było, że zapomniałem o dzieciach na Jomafelo (chłopcy skuszą się na tego buraka chyba za najbliższe 3 lata, zakładam), zamieszczam mix, którego jeszce nie przesłuchłem. Spodobał mi się tytuł.






                                                            

środa, 6 marca 2013

Idę na targ

Tak, ostatnio spokojnie na Jomafelo i cicho. Wrzucam więc plakat informacyjny, który mam nadzieję reedytować. Jutro pierwsze kroki JOmafelo na saskokępskim Letargu (Szara Cegła ul. Królowej Aldony 5). Przyjdę z hummusem, który właśnie kiedy to piszę moczy się to znaczy ciecierzyca się moczy a potem przeistoczy się w hummus i będzie jutro ostro i łagodnie. Przyjdziecie? Do zobaczenia. A tak w ogóle lokalna nazwa na ciecierzycę to po prostu "kulki" i bardzo ładny ten mixtape - spodobał mi się to puszcam i Wam ku uciesze mojej i Waszej może i też. 
                                                               
                                                                     
                                                                               
Mice Parade - FatCat Records Podcast #80 by Fatcat Records on Mixcloud


wtorek, 26 lutego 2013

cynamon i czosnek




Gościnnie na Jomafelo mamy od dłuższego czasu występ cieciorki. Jakoś tak wyszło, nie planowałem tego specjalnie ale gdybym miał powiedzieć co gotowałem najczęściej to właśnie ciecierzyca na sto sposobów - dla rodziców hummus dla dzieci "kulki" czyli po prostu ugotowana. 


Tym razem znowu zostało mi trochę z porcji na hummus i zrobiłem coś takiego. Raz próbowałem tego dania z polskim ziemniakiem a tym razemwrzuciłem IMPORTowanego batata. Sorry Slow Food :)   

Cynamon i czosnek: 

2 szklanki ugotowanej ciecierzycy
1 szklanka pulpy pomidorowej
3 szklanki bulionu warzywnego
2  duże bataty
4 ząbki czosnku 
1 duża cebula żółta    
mix przypraw (po 1 łyżeczce) : kurkuma, kumin,sól cynamon, pieprz czarny, imbir mielony
natka pietruszki
oliwa 

                                                                                  

Do garnka z rozgrzaną oliwą wrzucamy posiekaną drobno cebulę i czosnek - trzymamy na ogniu aż cebula zmięknie i lekko zbrązowieje ok. 5 minut. Następnie wrzucamy mix przypraw, mieszamy i zalewamy bulionem oraz pomidorami. Dodajemy pokrojone ziemniaki i ciecierzycę. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem ok. 20 minut aż sos zgęstnieje i ziemniaki zmiekną. Podajemy z ryżem, posypane natką pietruszki. 

środa, 13 lutego 2013

Proso na słono



Kochani, do tak zwanej "zdrowej żywności" czasem trudno się przekonać. Przejście od hot-doga do kaszy jaglanej potrafi być bolesne jak przeprowadzka z domku w lesie do bloku z wielkiej płyty. Po mailu od mojego przyjaciela, który wszedł ostatnio w temat pt. "co ja tak w ogóle jem"pomyślałem, że specjalnie dla niego na dobry początek zadedykuję mu ten oto przepis który powinien ułatwić Tobię T. i wszystkim Wam na drodze do przyzwyczajania się do "zdrowych" smaków. A tak naprawdę to to jest po prostu pyszne i super pożywne, spróbujcie sami :) Wraz z tym daniem zaprzyjaźniłem się z nową przyprawą - pasta Harissa bo o niej mowa jest bardzo ciekawa, znam już nawet przepis ale to nie sezon na paprykę...więc wspomogłem się Tunezyjską tubką z pastą bez konserwantów. Pycha!

Proso+Ciecierzyca

 1/2 szklanka kaszy jaglanej
1 1/2 szklanka wody
1 3/4 szklanka ugotowanej ciecierzycy
1 duża cebula
1/4 szklanka migdałów blanszowanych
1 duża łyżka pasty Harissa
sól
oliwa 
kolendra świeża

Kaszę zalewamy wodą doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem ok. 20 min. Odstawiamy garnek. 

W czasie gotowania kaszy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia układamy ciecierzycę, polewamy oliwą i dodajemy harisse - równomiernie smarujemy całą ciecierzycę. Wstawiamy do nagrzanego do 220C piekarnika na ok. 20 min. aż zrobi się lekko chrupiąca. 

Na patelni rozgrzewamy trzy łyżki oliwy - wrzucamy na nią posiekane migdały i trzymamy na ogniu kilka minut aż lekko zbrązowieją - migdały wyjmujemy a na pozostały olej wrzucamy pokrojoną w półksiężycę cebulę i smażymy na wolnym ogniu ok. 10 min. aż zmięknię i zbrązowieję.

W dużym garnku mieszamy wszystkie składniki, solimy do smaku i dorzucamy posiekaną kolendrę. Podajemy na ciepło.


A jutro dzień zakochanych, to świetna okazja żeby posłuchać Buzzcocks
   

Buzzcocks - Ever Fallen In Love przez Clitlicker_Rude

sobota, 9 lutego 2013

Gryczane gratin



                                                  
     
Jak do tej pory, mogę powiedzieć śmiało - kaszę gryczaną jem bardzo rzadko. Pierwsze podejście musiało mieć dla mnie coś zachęcającego i tak oto trafiłem na fantastyczny sposób podania kaszy gryczanej w formie gratin z serami. Co do samych serów, Grana Padano jem z taką samą częstotliwością co kaszę gryczaną, w tym wydaniu smakował mi bardzo i dlatego właśnie dzielę się przepisem. Miłego weekendu!

Gryczane Gratin:

Zagotowana kaszę gryczaną mieszamy z solą, zieloną dymką i twardym serem kozim ( absolutnie dowolne proporcje). Przekładamy do nasmarowanej oliwą formy (takiej żeby "farsz" pozostał raczej płaski) i posypujemy Grana Padano. Pieczemy ok. 20 min w temp. 205C aż ser się zarumieni. I to wszystko :)

czwartek, 7 lutego 2013

Pączek



   

                   
                 DOUGH Donuts: A Far Cry From The Old Fashioned from SkeeterNYC on Vimeo.

No i udało się. Pierwsze pączki do rączki. W ramach eksperymentu powiem tylko, że zamiast mleka krowiego użyłem ryżowego, posłodziłem ksylitolem i smażyłem na organicznym oleju słonecznikowym deep fry. Zamieszczam kolorowy film z brooklynowskiej pączkarni, bardzo mi się podoba chociaż tak naprawdę jem bardzo mało słodyczy :) Miłego tłustego! P.s jednak nie ma to jak domowe pączki

środa, 6 lutego 2013

Warzywa w kolejnej odsłonie




Mam taki garnek trzylitrowy. Zwykle w tym właśnie garnku gotuję ciecierzycę bo kiedy juz ją gotuję, nie przepadam za puszkowanymi strączkami, gotuję dużo no nigdy mniej niż pół kilo. Kiedy już ją ugotuję - zwykle zajmuje to godzinę zastanawiam się co ja z tym właściwie zrobię.... Jest w strączkowych taka pokusa - zalać wodą, zagotować, ucieszyć się że będzie zdrowo no i mieć z głowy pytanie co ja zjem na obiad. Kiedy jednak staję naprzeciw misce ugotowanej cieciorki lub innej fasolki nieraz brak mi koncepcji. z pomocą przychodzą chłopcy, którzy jak już pisałem sto razy od wczesnych lat  mają pewnego rodzaju "connection" z ciecierzycą no i zawsze mogę w ostateczności zmielić ją na hummus. Ostatnio na horyzoncie zamajaczył mi ten oto przepis i teraz po małej porcji hummusu, misce dla chłopców i tym oto tagine w trzylitrowym garnku nie zostaje żadne ziarenko. O!                             





W zasadzie przepis na tagine, który prezentuję można spokojnie podawać np. z kuskusem. Z lenistwa przelałem sobie trochę do miski i zjadłem z hummusem, tortillą kukurydzianą i też było super.










Zamiast miski z emememsami możecie spróbować ciecierzycy, można by się nawet zastanowić czy nie ma jakiegos triku w tym jak dzieci kierują się w wyborze pożywienia, w tym i słodyczy, kryterium kształtu, faktury a nie koniecznie kryterium smaku....

Jakoś tak wyszło przy okazji arabskich klimatów, że zainteresowałem się róznego rodzaju plackami mącznymi i jest to, okazało się, bardzo rozległa dziedzina. Jakieś tam pojęcie miałem no ale i tak byłem zaskoczony. Dajmy na to taki placek kukurydziany (to bardziej tex-mex ale nieważne, też placek w końcu :) -  skupiłem się narazie na opcjach bezglutenowych - słyszeliście kiedyś o czymś takim jak masa harina? Otóż podobno bez tej mąki nie zrobicie tortilli kukurydzianej. Do tortilli kukurydzianej potrzebna jest właśnie ta specjalnie przygotowana mąka kukurydziana w produkcji której istotna rolę odgrywa użycie soku z limonek i nixtamalizacja. No właśnie......Tak czy inaczej jak zwykle nieszczególnie się tym przejąłem, nixtamalizację pozostawiłem w Meksyku i na Polskiej ziemi przygotowałem sobię placki kukurydziane z mąki kukurydzianej, wody i soli. Były hmmmm... w porządku? Następnego dnia jeden, który pozostał mógłby robić za frisbee.


Tagine warzywny:

3x duża marchewka
1x duża cebula
4x ząbek czosnku
2x szklanka ugotowanej ciecierzycy
2 1/2x kubek bulion warzywny
3x łyżka sos pomidorowy
1/2 szklanka oliwki zielone
1/3 szklanka rodzynki
1x łyżka sok z cytryny
pęczek świeżej kolendry
pęczek natki pietruszki

Przyprawy:
1x łyżka kolendra ziarna
1x łyżka kumin ziarna
1/2 łyżka pieprz ziarna
1x łyzka cynamon
sól

Pryprawy, oprócz soli,  wrzucamy na rozgrzaną patelnię i prażymy chwilę aż zaleję Was ciepły aromat... następnie wszystko ugniatamy w moździerzu.  W średnim garnku podsmażamy cebulę aż zbrązowieję lekko. Wrzucamy rozgnieciony czosnek a po minucie wlewamy pół szklanki bulionu - gotujemy kilka minut na średnim ogniu. Następnie dodajemy sos pomidorowy (pastę) i przyprawy, mieszamy, chwilkę gotujemy.  Dodajemy resztę bulionu, marchew pokrojoną w talarki, ciecierzycę, sok z cytryny, rodzynki i posiekane oliwki. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem 20 minut lub aż marchew zmięknie a całość lekko zgęstnieje. Na koniec dorzucamy posiekane zioła i solimy do smaku . Drugiego dnia jest jeszcze lepsze :)















poniedziałek, 4 lutego 2013

Śniadanie



Polenta. Mam dla Was kochani rodzice i jeszcze nie-rodzice przepis na boskie moim zdaniem śniadanie  w sam raz na tą porę roku. Nie wiem, szcerze mówiąc kto jest większym fanem tej polenty, ja czy chłopcy, tak czy inaczej to jest banalne, pyszne, super pożywne no i co kluczowe nie trzeba do tego przekonywać dzieci :) Dziś krótko i treściwie. Pozdrawiam. T

Polenta wdł. Jomafelo:

Mleko ryżowe (z dodatkiem wanilii fajnie pasuje)
Polenta czyli kaszka kukurydziana bez GMO
Owoce takie jak jabłko lub banan
odrobina masła
coś morelowego - dżem, konfitura, mus morelowy jak macie jakieś morelowe weki to bosko - koniecznie użyjcie

Mleko doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień i dodajemy owoce a nastepnie ciągle mieszając stopniowo wsypujemy kaszkę - proporcji nie podaję, polecam dosypywać mniej tak na czuja aby była gęsta ale nie taka, że łyżka staje no i żeby nie była zbyt rzadka. Polenta powinna napęcznięć, zgęstnieć. Przekładamy do misek, dodajemy trochę masełka i coś morelowego. Pycha!

Ładne zdjęcia w tym teledysku, takie jakby bardzo lutowe....
                                               
 
   
                         Lee Ranaldo ANGLES Official Video from Lee Ranaldo on Vimeo.

sobota, 2 lutego 2013

resztki cookie






Rano wstałem i było ciemno. Gdybym miał planować dziś rano to co będzie na obiad pewnie skończyłbym w barze na Dworcu Centralnym..W przebłysku geniuszu zaplanowałem obiad sobotni w piątek wieczorem i tak oto obudziłem się z gotowym planem działania. Może padać siompić lać chlapać i ściekać..wszystko jedno ja i tak wiem co robić. Ciasteczka maślane które właśnie przedstawiam powstały z głębokiego przekonania, że jedzenia marnować nie można - powstały z resztek. Z przepisu na zupę z czerwonej soczewicy pozostało mi troszkę mleka kokosowego i to był trop główny. Potem zauważyłem niedojedzone opakowanie orzechów nerkowca a wysypująca się resztka mąki orkiszowej również błagała o wykorzystanie. Zaproponowałem więc chłopcom lepienie ciastek w ramach rozrywki w deszczowy dzień, dla mnie jak zwykle był to kolejny mały krok w zdobywaniu cennej wiedzy zwanej: jak z niczego zrobić coś. "Resztki cookie" na resztki zimy mam nadzieję :) Proporcje podaję w przybliżeniu:

                                                              resztki cookie (ok.15 ciastek):

180g mąka orkiszowa jasna 
80g masło
40g cukier muscovado
1łyżka organiczne mleko kokosowe 
80g orzechy nerkowca zmielone
szczypta soli
wiórki kokosowe (niesiarkowane)

Masło ucieramy z cukrem do konsystencji kremu. Dodajemy powoli mleko i mieszamy. W osobnej misce mieszamy mąkę z orzechami. Łączymy składniki suche z mokrymi i mieszamy aż powstanie lepka masa łatwa do formowania kulek. Mokrymi dłońmi wyrywamy mały kawałek ciasta i formujemy kulkę - obtaczamy w wiórkach kokosowych, kładziemy na blasze wyłożonej papierem i delikatnie przygniatamy. Pieczemy w temp. 180C aż lekko zbrązowieją. Po upieczeniu studzimy a następnię jemy z herbatką. 



                                       
                                        N.U.G.CAST #8: "For a Day Like Today" by  Nostalgic Underground Radio on Mixcloud
                                                                            

piątek, 25 stycznia 2013

Burger



Burger. Obok słowa burger w moim słowniku w bezpośrednim sąsiedztwie występuje inne słowo na B - beztroska. Hamburgery, przynajmniej tak jest w moim przypadku, odsyłają mnie do czasów kiedy w kwestii jedzenia było mi niemalże wszystko jedno. Duże sieciowe hamburgerownie nie robiły na mnie nigdy specjalnego wrażenia, raczej trafiałem tych do małych budek z frytkami i hamburgerami najczęściej z logo popularnego napoju gazowanego o czarnej barwie i elementem "Max" w nazwie. Kupowałem sobię takiego burgera i po prostu było pysznie nie zastanawiałem się kompletnie z czego to jest a już napewno co to właściwie jest - to co jem. Było beztrosko i nonszalancko momentami - w Krakowie chyba do dzisiaj istnieje taka buda Max w której coś okołoburgerowego podaje się w postaci bodajże (dawno nie jadłem) całego bochenka chleba wypełnionego czymś co teoretycznie nadaje się do burgera -  w zasadzie może to być dosłownie wszystko. Najmilej wspominam hamburgery z mojej dzielki czyli z Kazimierza a i jeszcze dobre były kiedyś na śmierdzącym parkinkgu autobusowym pod Wawelem ale dziś jest tam elegancja no i Czuły Barbarzyńca. Koniec wspominek.... czasy się zmieniają a gusta nie podlegają dyskusji więc.... Teraz troszkę subtelniej, rozważniej a nawet "świadomie" ale mimo to ciągle smacznie czyli:

Proteinowy Burger (ok. 5szt) :

225g ugotowanej ciecierzycy
2 jajka zerówki
3łyżki oliwy 
sok z połowy cytryny
2 garści kolendry 
40g mąki ryżowej
1łyżeczka soli 

175g ciecierzycy, jajka, sok z cytryny i sól miksujemy w blenderze do uzyskania konsystencji hummusu. 

Kolendrę  (w sezonie razem ze szpinakiem 150g) wrzucamy na łyżkę rozgrzanej oliwy i minutę mieszamy na wolnym ogniu. Przekładamy z patelni na talerzyk.

Pozostałą ciecierzycę mieszamy z kolendrą i ugniatamy widelcem lub ugniataczem do ziemniaków aż składniki połączą się. Dolewamy miksturę z blendera i mieszamy. Następnie wsypujemy mąkę i mieszamy aż powstanie ciasto. Ciasto na burgery nie powinno się rozpadać po wzięciu do ręki powinno pozostać mokre ale takie żebyspokojnie można było formować burgery. W razie potrzeby dodajemy mąkę lub wodę. 
Burgery smażymy aż zbrązowieją ok 3 min z każdej strony a następnie wstawiamy do piekarnika na 190C. Pieczemy 10 min. Powinny być miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz.
Burgery podajemy jak tylko chcemy. Ja upiekłem burger bułki orkiszowe z sezamem, posmarowałem hummusem, dodałem Polską rukolę  z doniczki pomidory suszone i czerwoną dymkę PL. Myślę że jak będzie szpinak, pomidory malinowe, sałaty i inne świeże produkty typowo wiosenno-letnie burger jeszce nas zaskoczy :)


 I jeszcze coś ze stolicy burgerów:


2 The United States of America - The American Metaphysical Circus by stocck71

wtorek, 15 stycznia 2013

Miska miso



Powracam z materiałem. Od tygodnia testuje różne rodzaje miso, sposoby jego podania, łączenie składników i oto wniosek : Miso na śniadanie jest super. Tak, przyznaję, że jest to związane z t.zw postanowieniem noworocznym ale jeżeli reszta postanowień będzie tak przyjemna jak ta zupa to jest duża szansa na realizację :) Właściwie jak zwykle nie miałem zamiaru Was do niczego przekonywać, sam dopiero po kilku latach przekonałem się do miso no ale warto było. Przedstawiam więc wyniki mojego research -u na ten temat i zachęcam do spróbowania. Próbowałem chłopakom dać na spróbowanie ale powiedzieli, że wygląda jak błoto - zgadzam się :)

Zupa miso:

1l dashi
1/4 szklanki pasty miso 
dodatki (niemalże dowolne)

Dashi jest podstawą miso, to taki rosół lub bulion jak wolicie. Najbardziej znane dashi przygotowywuję się z katsuobushi czyli ze sfermentowanych i wysuszonych tuńczyków bonito. Ponieważ chciałem przygotować wegańskie miso pominąłem ten składnik i tak trafiłem na mizu dashi składające się z wody i Kombu. Algi moczy się na kilka godzin przed gotowaniem (ja zostawiam na noc), w pilnej sprawie można namoczyć podobno nawet na pół godziny przed samym gotowaniem. Moje dashi wygląda więc tak:

Dashi: 
 trochę Kombu+ 1l woda+ kilka grzybków shiitake

Pozostawić na noc, rano gotujemy ale nie doprowadzamy do wrzenia. Wyciągamy Kombu a grzybki kroimy drobno. Dashi gotowe.

Do gotowego dashi dodajemy dodatki wymagające krótkiego zagotowania takie jak marchew lub mój ulubiony makaron ryżowy z Wakame. Marchew powinna pozostać trochę twarda. Pod koniec dodajemy tofu i namoczne tuż przed użyciem algi Wakame i jeszce chwilę trzymamy na ogniu. 

Miso - do tej pory wypróbowałem miso ryżowego i hacho miso czyli miso czystego. Miso nie gotujemy!!! Jak narazie faworytem jest miso ryżowe. Zasada przy kupowaniu miso jest prosta - pasta miso jest kluczowa dla tego dania (dla zupy miso:) jeżeli zdecydujemy się na 1 kg pasty w cenie 20zł jest duża szansa, że już nigdy więcej nie zaserwujemy sobię zupki miso. Krótko mówiąc im droższe tym lepsze. Sam pokusiłem się na organiczne miso ryżowe, kraj pochodzenia Japonia.

Powracając do gotowania: Kiedy wszystko jest już gotowe, dashi i dodtaki pięknię się połączyły, makaron jest w sam raz zalewamy bulionem umieszczoną w szklance pastę miso. Mieszamy aż się połączy z wodą, likwidujemy wszystkie grudki. Przelewamy do garnka zdejmujemy z ognia i mieszamy. Podajemy natychmiast posypane zieloną cebulką.